Jesteś w: Strona główna Artykuły Zatonięcie jachtu Nashachata

Artykuły

Powrót do listy

Zatonięcie jachtu Nashachata

W prawdzie zatonięcie jachtu „Nashachata”nie przeszło do historii tak, jak „Zatonęcie Meduzy”, ale już sam fakt zatonięcia jest tragiczny, a szczególnie wtedy, gdy pociąga to za sobą ofiary w ludziach. Zatonięcie Meduzy stało sią słynne, ponieważ w obliczu niebezpieczeństwa kapitan wraz załogą opuścili statek i zostawili pasażerów na pastwą losu.
 W przypadku jachtu „Nashachata” zginął kapitan i jego brat.


Strony: 1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12 

Pisanie zza biurka na temat wypadków ma w sobie posmak mądrzenia się.
Gdy w roku 1998 na „Polonusie” po przejściu sztormu na Morzu Irlandzkim weszliśmy do Brestu, na pierwszych stronach gazet zobaczyliśmy portret słynnego żeglarza Erica Taberlyego.  Okazało się, że Taberly dobę po nas przemierzał ten akwen w kierunku na północ. W czasie refowania został „zmieciony” do wody, akcja poszukiwawcza nie przyniosła pozytywnego rezulatatu i Eric Taberly został uznany za zaginionego. Z relacji załogi wiadomo było, że nie miał na sobie kamizelki ratunkowej. Autor relacji pouczał i wytykał palcem; że arogancki, że taki doświadczony, a bez kamizelki itd. Ruszyło mnie. Tak wielki żeglarz; nie tylko kamień, ale kamienie milowe w rozwoju żeglarstwa, zwycięzca wielu regat samotnych i załogowych. Owszę popełnił błąd... i zapłacił za to życiem. Przypomniało mi się ewangeliczne, „Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamieniem”. Napisałem na ten temat artykuł, który ukazał się w Zaglach 8/1998

Od zatonięcia jachtu „Nashachata” upłynęło trochę czasu. Jacht zatonął 13.12. 2010 roku. Ja miałem czas ochłonąć. Przecież z mojej inicjatywy został zorganizowany rejs „Od Kopca do Góry Kościuszki” – hasło było kontynuacją mojej 25-letniej już tradycji organizowania rejsów typu concept sailing. Ponadto żeglowałem na tym jachcie ponad pół roku i miałem okazję poznać go w rozlicznych okolicznościach. Zrobiłem na nim 2/3 okrążenia świata płynąc z Buenos Aires, przez Cieśninę Magellana, wokół Hornu, do Ushuaia, a potem dalej przez Falklandy, Południową Georgię, Kapstadt, wyspy Crozet i wyspę Amsterdam do Melbourne, gdzie zakończyła się rzeczona wyprawa, a ja żeglowałemi dalej do Numei na Nowej Kaledonii - łącznie ponad 15 000 mil. W prawdzie dalsze żeglowanie odbywało sią już bez mojego udziału zarówno personalnego jak i organizacyjnego, ale było po części skutkiem tego, co zainicjowałem. Biorąc pod uwagę wyżej wymienione okoliczności czuję się moralnie zobowiązany i upoważniony do analizy wypadku. Zabrałem się za skrupulatne studia Orzeczenia Izby Morskiej, a tam gdzie miałem wątpliwości pytałem bosmana, który w czasie wypadku był na jachcie. Aby choć trochę wprowadzić czytelnika w temat przytaczam fragmenty z wyciągu z orzeczenia Izby Morskiej – kursywą.



Strony: 1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12 


Powrót do listy
Amazonką przez równik

-Amazonką przez równik 
28.03. – 09.04.2018

Pacyfik wzdłuż i wszerz

Pacyfik wzdłuż i wszerz 2018