Jesteś w: Strona główna Artykuły Zatonięcie jachtu Nashachata

Artykuły

Powrót do listy

Zatonięcie jachtu Nashachata

W prawdzie zatonięcie jachtu „Nashachata”nie przeszło do historii tak, jak „Zatonęcie Meduzy”, ale już sam fakt zatonięcia jest tragiczny, a szczególnie wtedy, gdy pociąga to za sobą ofiary w ludziach. Zatonięcie Meduzy stało sią słynne, ponieważ w obliczu niebezpieczeństwa kapitan wraz załogą opuścili statek i zostawili pasażerów na pastwą losu.
 W przypadku jachtu „Nashachata” zginął kapitan i jego brat.


Strony: 1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12 

STAN FAKTYCZNY:


 3. Załogę tworzyli:

Kapitan M.R. ur. 25.04.1963.; j.st.m. od 2004 r., a kpt.jacht. od 2009 r.; przed uzyskaniem patentu kapitana prowadził dwa rejsy: na Morzu Śródziemnym w 2007 r. i Karaibskim w 2008 r., a po uzyskaniu, w 2010 r. rejs z Tahiti na Markizy na tym jachcie;


I oficer W.K. 33 lata praktyki żeglarskiej, staż morski 90 tys. Mm, kpt.jacht. od 2007 r., wielokrotnie prowadził rejsy europejskie, odbył dwa rejsy na Grenlandii, na s/y NASHACHATA jako I of. od 05.10.2010;

Kapitan zdobył swoje uprawnienia zgodnie z literą obowiązującego od niedawna prawa. Tym niemniej w oczy rzuca się kolosalna różnica między doświadczeniem kapitana a bosmana, który legitymuje się bardzo solidnym stażem morskim. Pozostała załoga miała za sobą doświadczenie zdobyte w większości na tzw. ciepłych morzach, lub na dużych żaglowcach. Jedno i drugie daje tylko ograniczone przygotowanie do żeglugi na jachcie na zimnym, bodaj najtrudniejszym akwenie świata. Nie wiemy także ile tygodni swojego życia spędził na morzu kapitan i ile mil przpłynął w tym czasie. Armator wynajmował jacht kapitanom, którzy zorganizowali grupę żeglarzy chcących z nimi płynąć i skłonnych do poniesienia związanych z tym kosztów. Ewentualną lukę w doświadczeniu załogi miał załatać doświadczony bosman -stała załoga jachtu. W tym przypadku był to naprawdę doświadczony żeglarz mający za sobą 33 lata praktyki morskiej i ponad 90 000 przepłyniątych mil mil na różnych akwenach, także polarnych. Przed rozpocząciem rejsu kapitan awansował go do funkcji pierwszego oficera, co było bez wątpienia bardzo rozsądnym posunięciem.
Różnica doświadczenia między kapitanem a bosmanem nasuwa wątpliwości, co do prawidłowego przydziału funkcji, ale nie koliduje z obowiązującymi przepisami. Na brygu „Eye of the wind”, na którym pracowałem niemal 2 lata, organizowaliśmy szkolenia dla kadr kierowniczych. Jedną z praktyk było „wstawianie” uczestnika kursu w rolę kapitana dwumasztowego rejowca (oczywiście przy dobrej pogodzie). Paranoja? -  Nie, „wirtualny”kapitan miał do pomocy faktycznego kapitana, a „witrualna” załoga miała do pomocy faktyczną załogę. Celem szkolenia nie było nauczenie żeglarstwa, ale pokazanie, jak korzystać z wiedzy innych, jak komunikować się z podwładnymi i doradcami, pozostając cały czas ich kierownikiem.  Kapitan jachtu „Nashachata” nie był jednak „wirtualnym” kapitanem, korzystanie z doświadczenia podwładnego bywa czasami niezręczne. Zależy to przede wszystkim od obydwóch osobowości.

Taki układ niesie w sobie już z założenia potencjalne niebezpieczeństwo, ale – jak już wspomniałem – organizacja polegała na tym, że kapitan przyprowadzał swoją załogę.



Strony: 1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11  12 


Powrót do listy
Pacyfik wzdłuż i wszerz

Pacyfik wzdłuż i wszerz 2018

 

Amazonką przez równik

Amazonką przez równik 
02.04.-14.04.2020-zabukowany

20.05.-01.06.2020-przyjmujemy zgłoszenia