Jesteś w: Strona główna Artykuły 2002 Przejście Północno-Wschodnie

Artykuły

Powrót do listy

2002 Przejście Północno-Wschodnie

Jacht DAGMAR AAEN i jego załoga pokonali jeden z najtrudniejszych szlaków morskich świata - Przejście Północno-Wschodnie.


Strony: 1  2  3  4  5  6  7 

18.sierpień długie płytkie podejście do Tiksi. Port leży w jednym z ramion ogromnej delty Leny. Na podejściu widzimy wyraźnie dwa osiedla. Już na miejscu dowiadujemy się, że miejscowi mówią o Tiksi jeden i trzy. Jeden to osiedle cywilne, trzy to baza wojskowa - a co jest Tiksi dwa ? – pytam. – A to jest cmentarz leżący pomiędzy.

Tiksi, jeśli chodzi o architekturę ( porządny architekt obraziłby się słysząc do czego jest stosowane to słowo) nie wiele różni się od Dickson. Z całą pewnością jest większe. Rzucająca się w oczy różnica to ludność. W Dickson była niemal wyłącznie  rosyjska lub ukraińska, tutaj widać dużo ludności rdzennej – Jakutów. Jak chyba wszędzie na świecie także i tutaj cywilizacja ma degenerujący wpływ na ludność autochtoniczną. Mieszkańców jest tu  w sumie 5500. Około 100 ludzi tego regionu zajmuje się wypasem 8000 reniferów. Za czasów Związku Radzieckiego pogłowie oswojonych reniferów było w tym obszarze ( nie w całej Jakucji) 41 000 a ich wypasem zajmowało się ponad 1000 ludzi.

 W międzyczasie był już 20 sierpnia. Równe osiem lat temu na wschód od Cieśniny De Longa przeżywaliśmy parcie lodów z którego ledwo co wyszliśmy. W Tiksi jest stosunkowo ciepło i spokojnie. Tamto miejsce za Cieśniną De Longa jest jeszcze daleko przed nami.

 Tiksi – oznacza w języku Jakutów miejsce spotkania, przystanek. My czekamy aż przyleci 2 kolejnych członków załogi. Jeden z nich to pilot Lufthansy. Udało się im dolecieć do jakucka, ale w samolocie do Tiksi zabrakło miejsca. Nie wiedzieli, że trzeba się po prostu przepychać. Nikt nie potrafił im powiedzieć kiedy będzie leciał następny samolot do Tiksi. Wyszliśmy bez nich 23 sierpnia. Długo utrzymująca się ładna musiała wreszcie przejść w sztorm. Znowu wytrząsa nam wnętrzności na tym płytkim morzu. Jakaś interferencyjna fala rzuciła okrętem i Sława wylądował szczupakiem we własnej koi zahaczając po drodze o krawędź ławki. Według wszelkich objawów ma złamane żebra. Bardzo boli go przy oddychaniu. Istnieje obawa, że żebro mogło przebiło płuca. Po szczegółowym badaniu i konsultacji lekarskiej mamy nadzieję, że chyba tak nie jest.

W Cieśninie Dymitra Łaptiewa trochę się uspokoiło. Wchodzimy na Morze Wschodniosyberyjskie, płytkie i rozbełtane jak poprzednie.

Rozpoznanie lodowe pokazuje, że wyspa Wrangela, która zazwyczaj otoczona jest gęstym lodem, jest tego roku dostępna. Jest to niespotykana okazja żeby tam zajrzeć, także dlatego, że wyspa znana jest jako siedlisko niedźwiedzi polarnych. Nie mamy jej jednak w wykazie miejsc do których nam wolno wchodzić.

Jest już koniec sierpnia, na niebie po długiej przerwie pojawiają się gwiazdy, czasami odbywa się przedstawienie pt. zorza polarna. Zielonkawe promienie tańczą po całym firmamencie, firanki rozsuwają się i zasuwają. Całość po jakimś czasie znika i pozostaje tylko wąski pasek jaśniejszego nieba na północy (tam gdzie właśnie schowało się słońce) pomiędzy czarnym morzem u dołu i ciemnym niebem u góry.

30 sierpnia rano o 0632 przekroczyliśmy 180 południk i w ten sposób weszliśmy długości zachodnie. Zbliżamy się do wyspy Wrangela. Biały niedźwiedź na krze potwierdza prawidłowość naszej nawigacji. Żeglujemy z silnym baksztagowym wiatrem. Jest mglisto. Wreszcie zobaczyliśmy wyspę. Przebijające się przez dziury w chmurach promienie słoneczne oświetlały ją w sposób punktowy.  Sława znowu od dłuższego czasu wywołuje wyspę ale nikt nie odpowiada. Przed miejscowością Uczakow jest chroniony laguną port. Nie mamy jednak  pewności jak głęboki on jest, dlatego Arved chciał  stanąć na kotwicy przy brzegu przed wejściem do portu. Gdy okazało się, że kotwica nie trzyma, zdecydował się na wejście. Na brzegu pokazała się grupka ludzi. Zanim doszliśmy do wejścia w lagunę strzelili w naszym kierunku czerwone rakiety. Trochę to dziwne, że czerwone, ale zrozumieliśmy, że mamy nie wchodzić. Popłynęliśmy motorówką do brzegu gdzie czekała na nas taż grupka ludzi o różnym uzbrojeniu. Niektórzy mieli kałasznikowy inni broń myśliwską.  Lądujemy, z uśmiechem mówię „zdrastwujtie”i wyjaśniam, że mamy chorego członka załogi, „kak raz” ruskiego i potrzebujemy pomocy lekarskiej. Facet w panterce odpowiada, że w prawdzie  jest weterynarzem a nie lekarzem, ale człowieka też może zbadać. Ja na to w śmiech i po chwili wszyscy się śmiali. Lody zostały złamane. Robimy ustalenia: okręt ma płynąć do zatoki 2 żołnierzy jedzie na okręt z Martinem i Torstenem, a ja idę z innymi brzegiem. Młody weterynarz Żenia  wydaje się być osobą uważaną przez resztę. Poszliśmy do niego do domku, zrobił herbatę i wywiązała się miła rozmowa. Po chwili przyszli nasi: Arved, Brigitte, Torsten, Sława. Rozłożono stół kawa chleb, skondensowane zagęszczone mleko. Sława jest badany. Okazuje się, że  ma najprawdopodobniej pięć złamanych żeber. Wiele nie można pomóc, ma się oszczędzać. To wiedzieliśmy już przedtem. Jak zwykle ustaliliśmy co nam wolno fotografować, a co nie. Czy mamy jakieś życzenia? – oczywiście, banię! OK do wieczora wszystko będzie przygotowane. W międzyczasie grupkami spacerowaliśmy po posiołku.

Bania oryginalna, jej głównym wyposażeniem są 3 beczki. Z jednej beczki zrobiony piec, w nim kamienie, a na nich wanienka z gorącą wodą. W dwóch pozostałych jest woda, jedna z letnia, a druga z zimną wodą. Do tego są miski do mycia się i polewania. Ażurowa podłoga jest około 20 cm nad ziemią, nie ma więc problemu z odprowadzeniem wody, która przepływa między szparami w deskach i wsiąka w glebę. Pełen luksus, pełna higiena. Tego nam było od dawna potrzeba. Po saunie z Zenią i żołnierzami pojechaliśmy na Dagmar.  Zenia jest szefem służby ochrony rezerwatu. Dobrze zbudowany 29 - letni młodzieniec, mówi trochę po angielsku. Zrobiliśmy  coś do jedzenia, na stół wyjechały zadołowane na czarną godzinę butelki. U Rosjan na wyspie panuje suche prawo i nie mieli żadnych zapasów. Z lekkim zażenowaniem popatrzyli na nasz stół, ale po chwili doszli do wniosku, że poza ich terytorium suche prawo nie obowiązuje. Zrobiła całkiem się niezła biesiada. Jeden z żołnierzy powiedział, że jest z pochodzenia Tatarem, Sława na to, że jego  żona też, a z ja opowiedziałem im historię o hejnale z Wieży Mariackiej. Zaplanowaliśmy na drugi dzień wycieczkę w tundrę. Przed ruszeniem w drogą Zenia poinstruował nas jak należy się zachowywać się na wypadek spotkania z niedźwiedziem. Karabin jest już naprawdę ostatecznym rozwiązaniem – one są tu pod ochroną. Najbardziej skuteczną, a nie niszczącą bronią jest  metalowa pałka długości 1,5 do 2 metrów, którą w razie ataku należy uderzyć niedźwiedzia w nos.



Strony: 1  2  3  4  5  6  7 


Powrót do listy
Pacyfik wzdłuż i wszerz

Pacyfik wzdłuż i wszerz 2018

 

Amazonką przez równik

Amazonką przez równik 
02.04.-14.04.2020-zabukowany

20.05.-01.06.2020-przyjmujemy zgłoszenia