Jesteś w: Strona główna Artykuły 2002 Przejście Północno-Wschodnie

Artykuły

Powrót do listy

2002 Przejście Północno-Wschodnie

Jacht DAGMAR AAEN i jego załoga pokonali jeden z najtrudniejszych szlaków morskich świata - Przejście Północno-Wschodnie.


Strony: 1  2  3  4  5  6  7 

Zgodnie z oczekiwaniami pojawił się  Vagabond z  Borysem jako pilotem lodowym.

W Dickson, tradycyjnie już, ktoś nam ciągle przynosi ryby, szlagierem jest omul, acz raz przyniesiono nam jesiotra. Wszystko to było bardzo pożądanym urozmaiceniem naszego menu składającego się w przeważającej mierze z liofilizowanych posiłków trekkingowych, nie powiem, że nie smacznych, ale po jakimś czasie monotonnych. Mer posiołka na odjezdne podarował nam renifera.  Jego obróbką zajął się Achim. Ulli ma trochę „nienowoczesne” którym jest robienie malowanej dokumentacji z ekspedycji. Wydawałoby się, że w dobie fotografii nie ma to sensu. Niesłusznie, malarz będący osobiście na pokładzie może namalować swoją wizję spoza pokładu np. Dagmar Aaen na tle Przylądka Północnego. Jego umiejętność szybkiego szkicowania miała szczególne znaczenie wtedy, kiedy ktoś nie życzył sobie być fotografowanym, ale szkicowanie mu nie przeszkadzało.

Wreszcie po zatankowaniu wody i paliwa wyszliśmy 9 sierpnia w dalszą drogę. Do wzmożonej służby na oku byliśmy już przyzwyczajeni. Wielkie rzeki syberyjskie, w tym także Jenisej, wypluwają z siebie duże ilości kłód drewnianych, które nie zostały przechwycone w odpowiedniej chwili w czasie spławu. Trzeba na nie dobrze  uważać, bo tylko niewielka ich część wystaje ponad powierzchnię wody.

 Mamy korzystny południowy wiatr o sile 4 – 5 Bft. 10 lat temu w tym miejscu przebijaliśmy się przez pola lodowe, a teraz mamy niemal czystą wodę.  11.sierpnia jesteśmy na wysokości wyspy Prawda 76°16,5’N 094°45’E. W 1992 roku 8 sierpnia był to najbardziej północny punkt jaki  udało nam się wtedy osiągnąć. Teraz małe pola lodowe dopiero się zaczynają. Przed nadciągającym dalszymi polami schroniliśmy się na zawietrznej wyspy Tyrtow. Po chwili byliśmy zewsząd otoczeni lodem. Nie wpadaliśmy w panikę, wiał słaby wiatr i lody nie nacierały na nas w sposób agresywny. Widać z resztą było, że nasze zamknięcie jest owocem działalności prądu pływowego. Był pogodny spokojny wieczór. Około północy zrobił się odpływ, lód się trochę rozluźnił i ruszyliśmy do pracy. Z Martinem poszliśmy na górę, na maszt, Arved do steru, ktoś na dziób. Po około 3 godzinach przepychania się, obracania olbrzymich kier, wchodzenia w szczeliny między nimi, wydostaliśmy się na otwartą wodę, ufff...

Kolejnym przystankiem typu „powtórka z rozrywki” była wyspa, a raczej wyspy Geberga. Stanęliśmy na kotwicy przy wyspie Wschodniej. Po kolei wybieraliśmy się na ląd zobaczyć opuszczoną teraz stację polarną na której w latach 78 – 80 pracował Sława. Łza mu się niemal w oku kręciła. Tu poczęła się jego córka Lena, która w międzyczasie skończyła studia w Hamburgu.

Na drugi dzień około godziny 4 nad ranem czasu miejscowego byliśmy przy Przylądku Czeluskin. 77°43’N 104°15’E – najbardziej północnym przylądku świata To tak nieosiągalne miejsce było tuż obok. Było spokojnie i cicho. Stanęliśmy na kotwicy nieopodal Vagabonda i  w dwóch grupach pojechaliśmy na ląd. Pierwszej przewodził Sława, a drugiej ja – zawsze tak się dzielimy, żeby z każdą grupą był ktoś mówiący po rosyjsku. Na przylądku znajduje jest przyczółek wojskowy. Wolno nam było wszystko oglądać i fotografować z wyjątkiem drewnianej wieży obserwacyjnej. Dlaczego? Tego nie potrafiliśmy sobie wytłumaczyć. Żołnierze uprzedzili nas, że wiele do oglądania tu nie ma i że jest trochę bałagan – to prawda, to było widać. Wstydzili się tego – i słusznie. Na opisanie stanu obejścia  na lądzie brakuje mi cenzurowanych słów, jedyne jakie mi przychodzi do głowy to rosyjskie „użas”.

Po kolei robiliśmy zdjęcia przy stojących opodal siebie trzech „atrakcjach turystycznych”: pomnik Czeluskina, słup graniczny i wzgórek usypany z kamieni na pamiątkę ekspedycji na „Maud” zorganizowanej przez Amundsena – pierwszego człowieka, który okrążył Biegun Północny.

Jeszcze przed południem ruszyliśmy dalej. Po minięciu Przylądka Czeluskin i wyjściu z Cieśniny Wilkickiego znaleźliśmy się na Morzu Laptiewów. Nasz kurs 112 ma już składnik południowy. Wyjąłem przechowywaną na specjalną okazję butelkę brandy – to była ta okazja. Logistyka wyprawy bardzo niechętnie uwzględniała zimowanie w Rosji. Gdybyśmy nie dotarli do Przylądka Czeluskin, to wolelibyśmy się wycofać w miarę możliwości do Norwegii. Jednak po minięciu tego przylądka wiadomo było, że wersja wycofania odpada. Idziemy do przodu. Wieczorem na wachcie zapaliliśmy z Arvedem po cygarze dla dodatkowego uczczenia wzniosłej chwili. Noce były jeszcze zupełnie jasne. Było jednak wiadomo, że niebawem musi się zmienić. Zaczęliśmy poruszać się w kierunku południowym, a dodatkowo lato miało się ku końcowi. Po drodze mijaliśmy teraz ogromne kry lodowe. Na jednej z nich była parka  morsów. Wywołało to natychmiastowy ruch na pokładzie; aparaty fotograficzne pstrykały, kamery buczały. Pan mors był wyraźnie z tego niezadowolony i wcale nie reagował na bezwstydne zaloty pani morsowej – na naszych oczach! Daleko po prawej znajduje się Chatanga nad rzeką o tej samej nazwie. Znowu jak wszystko ma i to swoje wady i zalety. Prąd rzeki odrzuca krę, ale niesie bale drzewne, zatem obserwacja na oku wzmożona.

Morze Łaptiewów jak i następujące po nim Morze Wschodniosyberyjskie, są bardzo płytkimi morzami. Gdy robi się sztormowo, woda jest tak zbełtana, że przelewające się przez pokład fale pozostawiaj po sobie piaszczyste przykosy. Trzęsie okrętem niemiłosiernie. Mózg już nam uszami od tego wychodzi. Poziom  wrażliwości przykręcamy na niezbędne minimum.



Strony: 1  2  3  4  5  6  7 


Powrót do listy
Pacyfik wzdłuż i wszerz

Pacyfik wzdłuż i wszerz 2018

 

Amazonką przez równik

Amazonką przez równik 
02.04.-14.04.2020-zabukowany

20.05.-01.06.2020-przyjmujemy zgłoszenia