Jesteś w: Strona główna Artykuły 2008 Magellan i Horn

Artykuły

Powrót do listy

2008 Magellan i Horn

Będąc świadomy tego, że tzw. prawdziwe okrążenie Hornu, które liczyło się od 50° S na Atlantyku do 50° S na Pacyfiku ( lub odwrotnie) w nieprzerwanej żegludze, jest w ramach naszej wyprawy "Od Kopca do Góry Kościuszki" nierealizowalne, chciałem dojść do sensu tego założenia; "zrobić Horn z drogi". Start z Buenos Aires leżącego na szerokości 34,5° S przybliżał to założenie. Mieliśmy zamiar iść w dół Ameryki Południowej, wejść w cieśninę Magellana, przedostać się na Pacyfik i stamtąd kierując się na wschód okrążyć Horn. Ta trasa aż prosiła, o nawiązanie do Magellana


Strony: 1  2  3 

Rejs, który można by po części nazwać "Śladami Magellana" rozpoczął się 9 października w Buenos Aires. Oczywiście pierwszoplanowym celem było okrążenie Hornu, ale start z odległego Buenos był jak najzupełniej celowy. Chodziło o to, żeby załoga "zapracowała" sobie na zdobycie tych ostróg. Oczywiście na Horn można wyjść z Ushuaia, wejść do Puerto Williams, tam odczekać na dobrą pogodę, wykonać skok i wrócić i... stać się Kaphornowcem. Taki rejs miałem już za sobą. Będąc świadomy tego, że tzw. prawdziwe okrążenie Hornu, które liczyło się od 50° S na Atlantyku do 50° S na Pacyfiku ( lub odwrotnie) w nieprzerwanej żegludze, jest w ramach naszej wyprawy "Od Kopca do Góry Kościuszki" nierealizowalne, chciałem dojść do sensu tego założenia; "zrobić Horn z drogi". Start z Buenos Aires leżącego na szerokości 34,5° S przybliżał to założenie. Mieliśmy zamiar iść w dół Ameryki Południowej, wejść w cieśninę Magellana, przedostać się na Pacyfik i stamtąd kierując się na wschód okrążyć Horn. Ta trasa aż prosiła, o nawiązanie do Magellana. Gdy jesienią 2008 w klubie "Tuż Za Horyzontem" prezentowałem założenia wyprawy zgłosiło się dwoje uczestników; Marek i Agata Grzywa. W czasie przygotowań Marek pomagał nie tylko w przygotowaniu materiału nawigacyjnego, ale i opracował trasę rejsu Magellana. Oczywiście trasa jest znana, ale kto od razu wie, gdzie była "Zatoka kaczek", albo "Zatoka Znoju" - ?

Zaraz po wyjściu z Buenos Aires przetrenowaliśmy wszystkie możliwe manewry. Było w miarę spokojnie, rozlewisko wielkiej rzeki la Plata skłaniało do zastanowienia. Magellan szukał tu swojego "Paso" przejścia, ale nie dał się zmylić. Rozlewisko był w prawdzie wielkie, ale smak i wygląd wody wskazywały raczej na rzekę. Poprowadził dalej na południe swoją flotą składającą się z pięciu okrętów. My także mimo przeciwnych wiatrów podążyliśmy jego śladem. Żeglowaliśmy ostro na wiatr i podczas takiej żeglugi pękła dość dobrze (może za dobrze) wybrana genua. Najbliższym portem był Mar del Plata leżąca blisko "Zatoki Kaczek". Tu jednak okazało się, że jedyny polecany żaglomistrz wyjechał na regaty do Europy. Z pomocom przyszedł poznany w Buenos Aires, a przedtem już polecony przez Darka Nerkowskiego Zawiszak Janusz Ptak. Żagiel wysłaliśmy kurierem autobusowym do Buenos a Janusz zawiózł go do tamtejszego żaglomistrza i odesłał z powrotem do Puerto Madryn. Gdy tam weszliśmy żagiel już na nas czekał. Ogromny skok pływów w porcie (około 8 m.) spowodował konieczność wachty na linach. Switówka raczyła oglądaniem pluskających się w pobliżu wielorybów. Informacjami meteo wspierał nas na zarówno znany Rober Krasowski jak i Zbyszek Jałocha - właściciel okrętu. Wiatry zmieniły się. Genaker leżał już głęboko schowany, na grocie był drugi - ostatni ref, a genuę, do której podchodziliśmy teraz z większym szacunkiem, wymieniliśmy na małego kliwerka. Zaczęły się "ryczące czterdziestki". Flota Magellana nie wychodziła nam z głowy. Jak oni mogli sprostać takim wiatrom? - mogli, ale nie przychodziło im to łatwo, szczególnie biorąc pod uwagę, że wszystko było dla nich nowe; akwen, temperatury. Trudności zwiększała konieczność trzymania się razem, a także obligacja do pozostawania w bliskości lądu, żeby broń Boże nie przeoczyć upragnionego Paso, wiara w które dawała Magellanowi siłę do brnięcia coraz dalej na południe i twardego przeciwstawiania się coraz bardziej aktywnemu oporowi podkomendnych. Opierał się prawdopodobnie na opracowaniu norymberskiego astronoma i kartografa Johanesa Schoenera, który w 1515 stworzył globus ukazujący cieśninę przecinającą kontynent amerykański, ale zdecydowanie bardziej na północ niż faktycznie przejście się znajduje.

Wiatry z SW spowodowały, że kurs nasz prowadził bardziej na Falklandy, sorry tu w Argentynie wypada raczej mówić Malwiny, niż do Cieśniny Magellana. Także siła znacznie przekroczyła zapowiadane do 45 węzłów. Sztormując z zapartym tchem patrzyliśmy na wskaźnik pokazujący prędkość wiatru rzeczywistego, w porywach dochodziła do 63 w. Należało czujnie, zgodnie z instrukcją sterować w półwietrze do baksztagu. Byłem szczęśliwy, że na początku rejsu nie pozwoliłem korzystać z autopilota mimo, ze to kusiło ( z mojej koi było dokładnie słychać jego pracę, gdy ktoś potajemnie go włączył), załoga miała już wprawę w ręcznym sterowaniu.



Strony: 1  2  3 


Powrót do listy
Amazonką przez równik

-Amazonką przez równik 
28.03. – 09.04.2018

Pacyfik wzdłuż i wszerz

Pacyfik wzdłuż i wszerz 2018