Aktualności


W drodze do Picton

W drodze do Picton.
2 grudnia.

Z Wellington wyszliśmy spóźnieni o 1.5 h, czyli o 1530. Taktyka przejścia cieśniny Cooka to załapanie się na silny prąd wynoszący z zatoki Wellington, potem na wschodni prąd w Cieśninie Cooka, następnie koniecznie wejście z prądem do Marlboro Sound przez bardzo wąski przesmyk Tora Channel. Prądy morskie dochodzące nawet do 7 węzłów, oraz silne wiatry determinują żeglugę w tym bardzo wymagającym pod względem żeglarskim rejonie. Cieśnina Cooka tworzy naturalny komin dla północno zachodnich wiatrów, które spotykając się z silnym przeciwnym prądem, tworzą jeden z najgorszych krótkich morskich odcinków na świecie. Prognoza była niezbyt korzystna - silny wiatr 35 knt i "very rough sea". Niestety nie możemy czekać. Mocno spóźnieni, ale w końcu wyszliśmy. Wiatr z kierunku SE do 30 knt powoduje że do wyjścia do Cieśniny Cooka płyniemy na silniku. Po drodze, po prawej stronie szerokim łukiem omijamy Barret Reef, i już po chwili bardzo rozbudowane zafalowanie sprawia że wiemy już że jesteśmy w Cieśninie Cooka. Na sztormowym kliwrze i na drugim refie grota płyniemy z prędkością do 9 knt. Ciężkie warunki powodują że nasza skromna załoga ciężko odchorowuje te pierwsze godziny żeglugi po wodach Nowej Zelandii. O 2100 wchodzimy do Kanału Torra. Widoczność bardzo kiepska, mocny wiatr, ale doskonałe oznakowanie nawigacyjne plus dobre mapy, powodują że trafiamy bezbłędnie w środek tego bardzo wąskiego przesmyku. Ze względu na bardzo wąskie przejście, każdy statek na 10 minut przed wejściem melduje swój zamiar przejścia tej morskiej bramki. Minięcie się dwóch statków jest praktycznie niemożliwe. Jeśli już ktoś przed nami byłby w przejściu, to należy grzecznie poczekać na swoją kolejkę. Przy południowo wschodnich szkwałach dochodzących do 35 knt wpadamy na pełnych żaglach do Kanału Tora. Potem ostry zwrot w lewo i już jesteśmy w środku. Co za ulga, jazda po rozszalałym morzu zamienia się w pływanie jeziorne. Ale zmienne porywy wiatru - chwilami do 50 knt, duży ruch statków, bardzo słaba widoczność i chwilowo duże opady deszczu powodują, że musimy być w pełnej koncentracji. Po 3 godzinach żeglugi dostrzegamy światła Picton. Jeszcze tylko trzeba zacumować, co dostarczyło nam dodatkowych wrażeń, i to koniec tej pierwszej nowozelandzkiej eskapady. Możemy się rozgrzać mocną herbatką. Za to rano wspaniały widok na Marlboro Sound i gorąca kawa w pełni wynagrodziły załodze trudy wczorajszej żeglugi. Przez 8 godzin zrobiliśmy prawie 50 Mm, w tym praktycznie całość pod żaglami.

Pozdrawiam ! Wasz Armator


Data publikacji w serwisie: 2009-12-08
Strony: 1