Tu jesteś:
Strona głównaAktualności
Aktualności
Tropikalny zawrót głowy
Po wyjściu z Port Vila (23.6) silny wiatr (8-9
B) gonił nas całą noc i dzień (24.6) na północ. Schronienie znalazło się w zatoczce na SW końcu wyspy Malekula.
Rano (25.6) po lądowaniu pontonem udaliśmy się do miejscowych wodzów, by uzyskać zgodę na pobyt
i zwiedzanie okolicy. Jej uzyskanie ułatwiła wymiana prezentów.
Obejrzeliśmy m.in. produkcje surowców do czekolady, plantacje kokosów, kilka przysiołków i dużą szkołę z uczniami z sąsiednich wysp.
Problem kilkudziesięciu (prawdopodobnie) języków ojczystych uczniów rozwiązany był przez użycie bislamy - państwowego anglopodobnego języka o melanezyjskiej gramatyce. Na koniec dotarliśmy na pobliskie wzgórze z wioskowym tam-tamem.
Po kolejnej nocy z kiwaniem i silnym wiatrem dopływamy do wyspy Santo i drugiego z miast Vanuatu - Luganville (26.6).
Układ miasteczka - z 1 szeroką główną ulicą (a także sporo pordzewiałych hangarów) - ukazuje jego historię: bazy logistycznej armii USA z II.w.św.
Po ostatnich zakupach, głównie owoców, i uzyskaniu wszystkich Bardzo Ważnych Pieczątek, Certyfikatów i Zaświadczeń - oficjalnie wypływamy z Vanuatu.
Po drodze (27.6) jeszcze przepływamy wzdłuż dzikich brzegów Vanua Lava z jej wielkimi wodospadami wpadającymi prawie wprost do oceanu i wpływamy do imponującego wygasłego krateru Ureparapara,
gdzie znajduje się odcięta od świata wioska.
W zatoce krazy rekin, a na nasze spotkanie wypływają krajowcy na swych wąziutkich jedynkach bez sternika. Niestety nie możemy już lądować i po chwili rozmowy z miejscowymi i przekazaniu drobiazgów dla miejscowej szkółki wypływamy w tropikalną ulewę.
Kolejny dzień (28.6) to już pracowita żegluga na północ (czyli w stronę równika), ze stawianiem wielkiego genakera i chwila ochłody w Pacyfiku.
Po 400 milach od Port Vila wpływamy na obszar wodny Wysp Salomona. Lukim yu! (ptd)
B) gonił nas całą noc i dzień (24.6) na północ. Schronienie znalazło się w zatoczce na SW końcu wyspy Malekula.
Rano (25.6) po lądowaniu pontonem udaliśmy się do miejscowych wodzów, by uzyskać zgodę na pobyt
i zwiedzanie okolicy. Jej uzyskanie ułatwiła wymiana prezentów.
Obejrzeliśmy m.in. produkcje surowców do czekolady, plantacje kokosów, kilka przysiołków i dużą szkołę z uczniami z sąsiednich wysp.
Problem kilkudziesięciu (prawdopodobnie) języków ojczystych uczniów rozwiązany był przez użycie bislamy - państwowego anglopodobnego języka o melanezyjskiej gramatyce. Na koniec dotarliśmy na pobliskie wzgórze z wioskowym tam-tamem.
Po kolejnej nocy z kiwaniem i silnym wiatrem dopływamy do wyspy Santo i drugiego z miast Vanuatu - Luganville (26.6).
Układ miasteczka - z 1 szeroką główną ulicą (a także sporo pordzewiałych hangarów) - ukazuje jego historię: bazy logistycznej armii USA z II.w.św.
Po ostatnich zakupach, głównie owoców, i uzyskaniu wszystkich Bardzo Ważnych Pieczątek, Certyfikatów i Zaświadczeń - oficjalnie wypływamy z Vanuatu.
Po drodze (27.6) jeszcze przepływamy wzdłuż dzikich brzegów Vanua Lava z jej wielkimi wodospadami wpadającymi prawie wprost do oceanu i wpływamy do imponującego wygasłego krateru Ureparapara,
gdzie znajduje się odcięta od świata wioska.
W zatoce krazy rekin, a na nasze spotkanie wypływają krajowcy na swych wąziutkich jedynkach bez sternika. Niestety nie możemy już lądować i po chwili rozmowy z miejscowymi i przekazaniu drobiazgów dla miejscowej szkółki wypływamy w tropikalną ulewę.
Kolejny dzień (28.6) to już pracowita żegluga na północ (czyli w stronę równika), ze stawianiem wielkiego genakera i chwila ochłody w Pacyfiku.
Po 400 milach od Port Vila wpływamy na obszar wodny Wysp Salomona. Lukim yu! (ptd)
Data publikacji w serwisie: 2009-06-29
Strony: 1




