Aktualności
Relacja z Hornu - Henryk Wolski
W Punta Arenas wymieniliśmy normalnego grota na mniejszy - po co pływać caly czas na zarefowanym dużym?
29.10. poszliśmy dalej na zachód Cieśninę Magellana: Minęliśmy Przylądek Froward - najbardziej południowy przylądek kontynentu Amerykańkiego i wznieślismy toast dla uczczenia tego wydarzenia.
Z zachodu wiało 7 B i nowa załoga zaczęła
to odczuwać; Jörg próbował to tłumaczyć jako skutek owego toastu.
Starzy twardziele skwitowali to pobłażliwymi uśmiechami. Z trudem osiągnęliśmy wejście do Canal Pedro. Krótko przed północą byliśmy na kotwicowisku w wąziutkiej zatoce i cieszyliśmy się na spokojną noc. Już wypiliśmy herbatę, gdy zameldowano, że kotwica w dzikich podmuchach Wiliwaw nie trzyma. Było bardzo mało miejsca na manewry. Po kilku próbach zdecydowałem, że wychodzimy na zewnątrz.
W prawdzie w podmuchach siła wiatru dochodziła do 9, ale nie groził nam ląd.
Na silniku chodziliśmy w tą i z powrotem, aby przeczekać noc.
Nie odważyłem się iść nocą dalej przewężającym się kanałem,w którym głębokość podnosiła się do 4 metrów, a locja ostrzegała przed prądem dochodzącym do 8 w. Ta zwężkę zwaną Paso O'Ryan przeszliśmy o 0645. Dalej żeglowaliśmy na zachód Kanałem Cockburn, który w pewnym miejscu wychodzi na otwarty Pacyfik. Próbowaliśmy przebić się pod wiatr na silniku. Nie było to nam jednak dane, fale i wiatr były mocniejsze, musieliśmy się poddać i zawrócić. Schronienie znaleźliśmy w Puerto King - zacisznej zatoczce, gdzie w ogóle nie odczuwało
się furii panującej na zewnątrz. Stanęliśmy na cumach wywiezionych na ląd obok kutra rybackiego, który też tam się schronił.
Rybacy zaoferowali kraby. Piękny spokojny wieczór w porciku, który można byłoby przyrównać do portu Lastrygonów z podróży Odyseusza. Prognozy pogody przysyłane przez Roberta Krasowskiego zaczynały się od
słów „straszne, niż za niżem" i potem wyliczanka kierunku i siły wiatrów. Kierunki się zgadzały a predkości podawane w węzłach byly zaniżone średnio o 10 w.
Na drugi dzień udało nam się jednak przebić na Pacyfik wychodząc przez Paso Pratt.
Wiatr z kierunków zachodnich był zgodny z zapowiedziami, predkość jak zwykle zaniżona.
Ruszyliśmy na południe i wschód.
Przylądek Horn mijaliśmy w odległości 3,2 mili płynąc pod fokiem sztormowym dnia 01 listopada o godzinie 2050 czasu
lokalnego (UTC - 3)
Byliśmy wtedy na pozycji 56° 02,17' S i 067°15,5' W
Wydarzenie owe uczciliśmy dopiero w Puerto Williams.
Po kilku dniach w Puerto Williams, (w zasadzie więcej niż chcieliśmy, ale ze względu na sztorm port był zamknięty) dotarliśmy 05.11.2008 do Ushuaia.
Załoga partiami opuszczała okręt ( w zależności od lotów). Dzisiaj jest 10.11. do przylotu następnej załogi pozostało jeszcze 5 dni. Wspólnie z Grahamem wykorzystujemy ten planowo wyznaczony czas dla okrętu. Niby wszystko jest OK, ale zawsze jest coś do zrobienia, a tym razem mamy na
to czas.
Henryk Wolski




