Aktualności


Rejs testowy

Słowo nashachata w języku Inuktitut - język Inuitów (Eskimosów) - oznacza po prostu morsa. Zbyszek Jałocha wybrał tą nazwę dla swojego jachtu ze wzglądu na nasuwającą się Polakom dwuznaczność. "Nashachata" została w październiku 2007 "wyrwana" z rąk pracowników zajmujących się jej wykańczaniem i pod dowództwem Zbyszka ruszyła w testowy rejs do Oslo. Dzielna załoga, po 4 dniach pracy na jachcie dotarła w ciągu kolejnych 4 dni na miejsce i przekazała mi jacht.. Rejs celowo nazwałem testowym, ponieważ miał być on sprawdzianem dla jachtu i załogi wchodzącej w skład przyszłorocznej wyprawy na Południe, o czym szerzej na stronie internetowej - patrz "Od Kopca do Góry Kościuszki". Nie tylko korzystne połączenie komunikacyjne było powodem wyboru stolicy Norwegii jako miejsce wymiany załóg. Ważne były także przyczyny,ideologicznie" muzea: "Fram" ze słynnym statkiem o tej samej nazwie i ze stateczkiem Gjöa (pierwszym, który zdobył Przejście Północno - Zachodnie) a także muzeum Wikingów ze słynnymi statkami Gokstad i Oseberg. Zasadniczym jednak celem było (obok testowania) miasteczko Sandefjord leżące odrobinę na zachód od wejścia do Oslofjordu, gdzie znajduje się muzeum wielorybnictwa. (Mile zaskoczono nas tutaj folderem w języku polskim.) Mój stary znajomy - dyrektor muzeum - Stig-Tore Lunde wraz ze swoim znajomym oprowadzili nas nie tylko po muzeum, ale zorganizowali kilkugodzinną wycieczką po okolicy - ojczyźnie kapitana Carla Antona Larsena, którego spektakularny rejs łodzią wielorybniczą po wodach antarktycznych był dla nas inspiracją do podjęcia organizacji wyprawy.

Pokazali nam dom, w którym urodził się kapitan Larsen, dom w którym mieszkała jego żona w czasie, gdy przebywał w Antrktyce, na koniec zaś grób i pomnik ku jego czci. Zobaczyliśmy miejsce, gdzie budowany był słynny statek Shackletona Endurance i grób pana Sörle, zarządcy stacji wielorybniczej Stromness na Południowej Georgii w czasie, gdy Shackleton przybył tam po swojej niewiarygodnej akcji ratowniczej. Niezwykłe wrażenie robili żyjący tam ludzie. Dziewczynka, która była pierwszym dzieckiem urodzonym na Południowej Georgii, była ciotką drugiego naszego przewodnika. Inny poznany przez nas starszy pan pracował jeszcze aktywnie na stacji wielorybniczej w Grytviken. Cała okolica żyła z wielorybnictwa, a teraz żywa jest pamięć o tym. Na wieczór Stig zaprosił nas na kolację w hotelu przypominającym swym wystrojem tamte czasy.

Część kulinarną uprzedziła prezentacja multimedialna w której przedstawiłem niezwykłe peregrynacje Szwedzkiej Ekspedycji Antarktycznej 1901 - 1904, na statku "Antarctic", którego kapitanem był Carl Anton Larsen. Na drugi dzień rano opuściliśmy gościnny Sandefjord. Nadzieja, że teraz to już tylko "z górki" się nie spełniła. Mozolnie przebijaliśmy się pod SE-wy wiatr. Krótki postój w Stralsundzie zaowocował nieoczekiwanym i tym milszym spotkaniem ze słynnym "Starym" i jego jeszcze bardziej słynną załogą. "Nashachata" spisywała się dzielnie, acz zeszyt z notatkami co jest jeszcze do zrobienia, ulepszenia i uzupełnienia pęczniał coraz bardziej. Do Gdańska przybyliśmy punktualnie zrobiwszy uprzednio pożegnalny wieczór w "Kapitanie Morganie" na Helu. Zbyszek dzielnie pospieszył z Krakowa na nasze przybycie i ze zrozumieniem przyjął zeszyt. Nasze uwagi w dużej części pokrywały się z uwagami poprzedniej zbyszkowej załogi. Jacht przekazał w ręce pracowników, którzy myśli zawarte w zeszycie będą przekuwali w czyn. Załoga Zbyszka jeszcze w grudniu zamierza odbyć Barburkowy rejs. Moja z kolei, szykuje się na kwiecień 2008.

Henryk Wolski


prowadzi się dobrze


kącik nawigacyjny zwany ołtarzykiem Zbigniewa


kolacyjka


załoga od lewej: Janek, Alex, Gerd, Katrin, Andreas, Anton, Kerstin, Wilfried, Elke, Henryk


Data publikacji w serwisie: 2007-11-02
Strony: 1