Tu jesteś:
Strona głównaAktualności
Aktualności
Markizy !
Markizy !
Po pięciu dniach żeglugi ukazały się zielone wzgórza, nad którymi, jak zakotwiczone stały chmury, to nasze długo wypatrywane Markizy! To te wulkaniczne góry są fabryką produkującą chmury.
Po wejściu do "Portu" Atuona okazało się, że nie ma żadnej możliwości przycumowania do jakiegokolwiek nabrzeża. Zresztą całe nabrzeże to tylko kawałek wysokiego betonowego pirsu, wysokiego do 3 metrów, do którego raz w tygodniu dochodzi statek z zaopatrzeniem. Port jest właściwie małą zatoką, do której bez problemu wchodzi fala oceaniczna, która jest częściowo tłumiona małym falochronem dla motorówek, jachty stoją na kotwicy, a właściwie na dwóch kotwicach ( druga z rufy) w wydzielonej części zatoki. Do brzegu dostać się można tylko pontonem. Wyjście z niestabilnego i skaczącego pontonu, przy prawie półmetrowej fali wymaga dużej koncentracji.
Opatentowaliśmy własny sposób tankowania wody, przy pomocy węża z lądu bezpośrednio do 10 litrowych zbiorników na pontonie. Jednorazowo przewoziliśmy 200 litrów wody. Międzynarodowe towarzystwo jachtowe okrzyknęło naszą załogę "the most clever crew" . Do tej pory wszyscy nosili zbiorniki do swoich małych "dinghy" Niestety paliwo trzeba było wozić w zbiornikach, że stacji, która jest tuż na nabrzeżu! Nic bardziej frustrującego. Stacja benzynowa na nabrzeżu jest, ale zatankować jachtu nie można. Próba stanięcia przy pirsie grozi rozbiciem jachtu, a poza tym na stacji i tak tankują paliwo tylko do zbiorników. Na paliwo czekaliśmy 3 dni. Paliwo będzie jak przypłynie statek, oznajmiła uprzejmie miejscowa piękność z obsługi stacji. A kiedy przypłynie? Może w Środę....
Faktycznie, statek przypłynął zgodnie z planem. Na nabrzeże od świtu pojawiły się wszystkie pojazdy z okolicy, a to po odbiór cargo, a to po "dieselek". Kolejka jednak szybko się skończyła. Przez pół dnia woziliśmy pontonem paliwo. Udało się zatankować prawie 500 litrów. Wyspa Hiva Oa to śliczna wulkaniczna wyspa, o bujnej zieleni i niesamowite wegetacji. Rosną tu chyba wszystkie możliwe tropikalne odmiany drzew i krzewów, a na szczytach las iglasty! Spacerując z portu do miasta zawsze coś dobrego spadło koło drogi a to Pamelo, a to orzech kokosowy ze świeżym mleczkiem, lub też pachnące słodkie mango lub papaja. Poza tym rosną tu nieznane nam gatunki drzew owocowych, ale na wszelki wypadek tych nie próbowaliśmy kosztować. Ciekawym owocem jest " Noni”,używany do produkcji soku o tej samej nazwie, który należy najpierw dwa dni suszyć na słońcu a potem dopiero wyciskać! Ponieważ byliśmy tu w porze zimowej, temperatury nie przekraczały 30 stopni a w nocy spadały do około 20 C, co przez załogę przyjmowane było z oburzeniem. W końcu jesteśmy w tropikach. Mając 3 dni czekania do czasu przypłynięcia statku postanowiliśmy opłynąć wyspę Hiva Oa wokół. Jest to druga, co do wielości wyspa w archipelagu Markizów, zamieszkana przez około 1600 "Markizjanów" jak sami siebie nazywają jej mieszkańcy.
W naszym niezastąpionym " Charli's Pacific Sailing Guide" wyczytaliśmy, że obowiązkowo należy zawinąć do " Bahia Hinopatouna" zwaną "doliną kwitów. Mieszkańcy tej małej wioski ( około 150 osób) specjalizują się w uprawie wszystkich możliwych odmian miejscowych warzyw i owoców. Niesamowite wrażenie robiły piękne aranżacje ich małych ogródków przydomowych. Śliczna zatoka, dobra woda i dosyć dobre miejsce na lądowanie pontonem to duże atuty tego urokliwego, zagubionego gdzieś na Pacyfiku miejsca. Szkoda za do zmroku zostało tylko 2 godziny i musieliśmy wracać na jacht. O 2200 kotwica w gorę, i wracamy do Atuoana.
Ps. Polinezja Francuska zajmuje obszar naszej Europy, my przepłynęliśmy dystans z Normandii do Finlandii, po drodze będąc w Holandii, Niemczech, Danii, Szwecji. Od wysp Towarzystwa przez Wyspy Zawietrzne i archipelag atolów Taumotu, do Markizów zrobiliśmy 1213 mil w ciągu 2 tygodni, przy wiatrach od NE do ESE od 4B do 8B. Byliśmy na Tahiti, Bora Bora, Raiatera, Rangiroa ( drugi co do wielkości atol na świecie) Hiva Oa. Nurkowaliśmy, polowali na ryby z kuszą i ościeniem, smakowali ryby złowione w atolach i próbowali miejscowej kuchni gdzie tylko to było możliwe. Dziękuje załodze za wytrwałość i wspólnie spędzony czas!
Wspaniałe wakacje!
Przed nami jeszcze LA i Hollywood!
Kapitan Zbyszek Jalocha
Data publikacji w serwisie: 2010-06-08
Strony: 1




