Jesteś w: Strona główna Artykuły Kava czy herbata ?

Artykuły

Powrót do listy

Kava czy herbata ?

Ale nie o jedzeniu, tylko o piciu chciałem pisać


W czasie transpacyficznego rejsu Selmy w 2014, odwiedziliśmy między innymi wyspy Vanuatu. Starsza generacja nie musi w tym momencie robić sobie wyrzutów, że nie uważała na lekcjach geografii. W naszych czasach archipelag ten nazywał się Nowe Hebrydy. Zmienił nazwę na Vanuatu po uzyskaniu niepodległości w 1980 roku.
Wyspy te, to chyba ostatnia ostoja kanibalizmu. Historia podaje, że na wyspie Malekula jeszcze w 1974 spożywano ludzi – podobno czarni lepiej smakowali ze względu na mniejszą zawartość alkoholu i nikotyny w tkankach.
Ale nie o jedzeniu, tylko o piciu chciałem pisać.
W południowej części archipelagu leży wyspa Tanna, słynna z wulkanu Yasur. Chcieliśmy spędzić na niej kilka dni. Na miejsce postoju wybraliśmy kotwicowisko – Port Resolution w południowo-wschodniej części wyspy. Nazwa pochodzi od jednego z okrętów słynnego kapitana Cooka, który kotwiczył tu w roku 1774. Port niezwykle malowniczy i chroniący przed wszystkimi niemal wiatrami, z wyjątkiem północnej ćwiartki. W czasie postoju odwiedzaliśmy miejscowe wioski, no i wspomniany wulkan. Trzeciego dnia pobytu pojawiła się u naszej burty piroga z charakterystycznym bocznym wysięgnikiem. Kierował nią meżczyzna w towarzystwie dwóch chłopców. Chciał trochę pohandlować i przekazać zaproszenie na kavę. Tak jak zalecił krótko po 16 wylądowaliśmy we wskazanym miejscu na brzegu zatoki. Załoga nasza składała się z 3 pań i 3 panów. Zaprowadzono nas do wioski. Tu jednak okazało się, że drogi nasze muszą się rozdzielić. Powiedziano nam (wszyscy mówią mniej lub bardziej dobrze po angielsku i nie ma problemu z komunikacją), że panie muszą poczekać w wiosce, a do ”kaviarni”, zwanej tu nakamal, mają dostęp tylko mężczyźni. Zatem panie jak zwykle zostały z dziećmi, a my, już tylko w męskim składzie ruszyliśmy w …, no nie w Polskę, raczej w dżunglę, co poniekąd na jedno wychodzi. Po około 10 minutach dotarliśmy do rozległego placu. W oczy rzucały się ocieniające go gigantyczne drzewa banjan. Ich pnie składały się z wielu bocznych pni otaczających pień zasadniczy, co w sumie pozwalało im utrzymać niezwykłej wielkości koronę. W domu miewamy miniaturki tych drzew –doniczkowe fikusy. W naturze naprawdę robią wrażenie. W kaviarni pod gołym niebem było kilka ławek, ognisko, mężczyźni siedzieli w małych grupkach, rozmawiali. Było raczej cicho. Gdy któryś z nas zaczął mówić zbyt głośno, zwrócono nam uwagę, że to nie przystoi, nakamal, to miejsce spokoju. Kavę napój wytwarza się z korzeni rośliny o tej samej nazwie. Przygotowanie napoju zaczęło się rutynowo, acz niespiesznie. Dwóch młodych mężczyzn, było zajętych przygotowaniem wstępnym. Odłamywali duże kawały z korzenia kavy, wkładali do ust i przeżuwali je dokładnie, po czym wypluwali rozmiękczony śliną korzeń na duży liść. Taka wypluwka miała kształt i konsystencję dużego kotleta mielonego przed smażeniem. Nieopodal przeżuwaczy było stanowisko „wykręcaczy”. Siedzieli naprzeciwko siebie na dwóch kłodach, między nimi na ziemi leżała połówka skorupy orzecha kokosowego, a obok nich bidony po oleju, z wodą. Kontynuowali procedurę; przygotowaną wypluwkę wkładali do szmatki (bynajmniej nie jedwabnej), zalewali wodą z bidonu i do stojącej na ziemi skorupy wykręcali zawartość rzeczonej szmatki. Płyn był brązowy i zawiesisty. Tak przygotowaną kavę podawano do spożycia. Nie było toastów lub przepijania jeden do drugiego. Pijący stawał na uboczu i w spokoju ducha, w skupieniu wypijał całą zawartość czarki jednym duszkiem. Płyn jest bardzo gorzki i powoduje drętwienie jamy ustnej. Tom udzielił nam informacji, że przed piciem kavy nie powinno się jeść, wtedy jej działanie jest silniejsze. Taką wiedzę, to i my posiadaliśmy, ale nie o to nam przecież chodziło. Widocznie i u nich obowiązuje zasada – nie ważne, co, ważne, żeby sponiewierało. Wreszcie przyszła kolej i na nas - nie dla wszystkich oczekiwana. Irek wymigał się od wypicia mniemanymi problemami żołądkowymi. Zostało to zaakceptowane, acz, bez zrozumienia.
Ja wypiłem pół czarki, więcej nie dałem rady. Smakowało obrzydliwie. Odstąpiłem od zasady, zaakceptowano to z wyrozumiałością, prynuki (nagabywania) nie było. Sądzę, że tą wyrozumiałość zawdzięczałem mojej siwej brodzie. Na zagrychę dostałem pieczonego banana.
Tomek był najdzielniejszy, wypił 3 pełne czarki.
W czasie rozmowy powiedziano nam, że kobietom kavę pić wolno, ale nie z mężczyznami na nakamalu, tylko u siebie w domu. Takoż dla naszych pań przygotowano kavę „to go” – na wynos. „Wykręcony” napój nalano do butelki przez lejek sprytnie zrobiony z liścia.
Po skończeniu degustacji urwaliśmy się i szybko popłynęliśmy na Selmę, żeby ewentualne ameby, tudzież inne mikroby zabić jak najszybciej trunkami wyższej użyteczności, a paniom zawieźć ich porcję. Te jednak nosiły zadrę w sercu do miejscowych, za nie wpuszczenie ich do nakamalu i na znak protestu przywiezionego trunku, do ust nie wzięły, wybrały herbatę!
Ja ich rozżalenia nie podzielałem, w końcu tradycje trzeba szanować, często zawierają one ukryte mądrości nie zawsze rozpoznawalne na pierwszy rzut oka.
Henryk Wolski
11.11.2014 Hobart
www.conceptsailing.org

Data publikacji: 2015-08-28




Powrót do listy
Amazonką przez równik

-Amazonką przez równik 
28.03. – 09.04.2018

Pacyfik wzdłuż i wszerz

Pacyfik wzdłuż i wszerz 2018