Jesteś w: Strona główna Artykuły 2003 Ugiąć się i zwyciężyć

Artykuły

Powrót do listy

2003 Ugiąć się i zwyciężyć

...

gdy Graham zawołał mnie do mazini. Pokazał dziwnie ruszający się króciec dolotowy wody chłodzącej silnik. Widać było, że przez spaw sączyła się woda. Przeciek był na odcinku między dnem, a zaworem odcinającym. Przez głowę przeleciały mi wizje tego co mogło się nam stać na tym odludziu.


Strony: 1  2  3 

Najpierw było słowo,... no w tym wypadku może niezupełnie. Najpierw była myśl dopłynięcia do Grenlandii i w ten sposób zakończenia etapowego rejsu dookoła Bieguna Północnego. Sam rejs do Grenlandii to jednak nie wszystko, przecież jacht musi jakoś wrócić do Polski. I tak powstała myśl zorganizowania rejsu "Od lodów do tropików". W miarę jedzenia rośnie apetyt. Jeszcze rejs był w fazie przygotowania, a już powstał projekt przedłużenia go pod kolejnym tytułem "Od Hornu do Hornu"

Pierwszy Przylądek Horn - północny cypel Islandii mijaliśmy 21 czerwca 2003 roku. 19 lipca dopłynęliśmy do Kangerlussuaq na Grenlandii, na północ od kręgu polarnego. Tu zakończyło się dla mnie pierwsze polskie zamknięcie pętli wokół Bieguna Północnego na jachtach żaglowych.

Zjawa IV wzięła teraz kurs na południe i poprzez tropiki docierała znowu w strefę wysokich szerokości południowych.

24 listopada przyleciałem do Usuaia wraz z Wojtkiem Skórskim, który miał być na rejsie moim zastępcą. Przejęcie Zjawy nie było zbyt skomplikowane, jacht znałem już, a ponadto na pokładzie był bosman Graham. Opatrzności zesłała go jeszcze na Islandii w Sejdisfjordur. Graham - Australijczyk będący od 7 lat w drodze, dość szybko wczuł się w swoją rolę bosmana i mechanika. Z początku dużo problemów sprawiały mu polskie napisy. Pamiętam, gdy kiedyś przyszedł do mnie z pytaniem co to znaczy (tu przytaczam fonetycznie) mazini? Powiedziałem, że nie ma takiego słowa po polsku, a mnie brzmi to raczej po włosku. Na to on, że jest tak napisane. OK pokaż - powiedziałem. Zeszliśmy na dół i tu pokazał mi tryumfująco napis "pompa maszyny" - odtąd na maszynownie mówiliśmy "mazini room"

Graham wraz ze Zjawą dotarł dzielnie do Ushuaia. Zdzierżył dzielnie wszystkie kapitańskie rządy, niedomagania techniczne jachtu i improwizację organizacyjną. Radość powitania była ogromna. Na początku, gdy się poznaliśmy, szukał możliwości dotarcia do Kanady aby dalej kontynuować swoją podróż dookoła świata - po powierzchni , nie samolotem - jak zawsze zaznaczał. Już w trakcie rejsu na Grenlandie zaprzyjaźniliśmy się i Graham zdecydował, że zostanie na jachcie do mojego powrotu na hornowy rejs. Wprawdzie wyprawa rozpisana była jako "Od Hornu do Hornu", ale apetyty znowu dopisywały. Nęcił kolejny cel - Polska Stacja Badawcza PAN imienia Henryka Arctowskiego, na wyspie Króla Jerzego w Antarktyce. Osobiście miałem nadzieję dotrzeć nie tylko do stacji mojego wielkiego imiennika, ale dalej do archipelagu Melchiora i tam odwiedzić kanał "Tomka i Henryka" dzielący wyspę Omega na dwie części. Kanał ten to ostatnie polskie odkrycie w Antarktyce z 02 lutego 2003 roku. Ponieważ brałem udział w tym odkryciu parcie było duże.

Na drugi dzień we wtorek 25 listopada załoga była już w komplecie. Wspólnie z Wojtkiem sporządziliśmy długą listę rzeczy do zrobienia. Pogoda nie była sprzyjająca: dmuchało, śnieżyło i w ogóle było bardzo nieprzyjemnie. Załoga jednak jak jeden mąż zabrała się do roboty, nikt nie był bez pracy. Wojtek na dwie raty robił inspekcję masztu i olinowania, bo rączki odmawiały posłuszeństwa. Druga wachta zabrała się za wyszukane zakupy. Gerd -wytrawny nawigator elektroniczny instalował i rozpracowywał przywieziony przeze mnie nowy komplet map elektronicznych, pomagał mu drugi Gerd i Bogdan. Marek z Andrzejem wzięli się za budowę budy na dodatkowe generatory, Piotrek z Jóźkiem za odcinanie zepsutej windy kotwicznej... - to był ten punkt. Jeszcze pod koniec lipca, zaraz po rejsie na Grenlandię przekazałem organizatorowi rejsu - Navigare listę absolutnie niezbędnych rzeczy potrzebnych na jacht. Winda, kotwica i pełzacze były na tej liście.

18 listopada wysłano pocztą kurierską nową windę, nową dużą kotwicę i parę innych drobiazgów, między innymi nowe pełzacze.

Wszystko miało być na miejscu w ciągu trzech dni. Do Ushuaia lecieliśmy z przeświadczeniem, że zamówione rzeczy już na nas czekają.

Tutaj trzeba zaznaczyć, że opuszczając Ushuaia i idąc do Antarktyki ma się po drodze tylko jeden port - Puerto Williams, w którym można zacumować, reszta to kotwicowiska i to nieszczególnie dobre. Jachty mają więc praktykę posiadania szczególnie dobrego sprzętu kotwicznego, a dodatkowo zabezpieczają się jeszcze linami wywożonymi na brzeg. Ponieważ dobrze znam warunki panujących w Antarktyce i wiem jakie wiatry potrafią nagle dmuchnąć od lodowca, nie miałem zamiaru lekceważyć porządnego wyposażenia jachtu.



Strony: 1  2  3 





Powrót do listy
Pacyfik wzdłuż i wszerz

Pacyfik wzdłuż i wszerz 2018

 

Amazonką przez równik

Amazonką przez równik 
02.04.-14.04.2020-zabukowany

20.05.-01.06.2020-przyjmujemy zgłoszenia